Wszystko zaczęło się od pewnego zlecenia copywriterskiego. Moim zadaniem było stworzenie tekstu o tematyce jachtów. Przygotowując się do napisania artykułu dla bloga żeglarskiego byłem zmuszony do zapoznania się z podstawowymi przepisami obowiązującymi na morzu. Z czasem wszedłem w ten temat jeszcze głębiej, aż w końcu pojawiła się myśl… skoro tak dobrze poznałem zasady ruchu na wodzie, znam budowę jachtu i wszelkie oznaczenia, jestem w miarę ogarnięty pod względem techniki i motoryzacji, a poza tym lubię spędzać czas nad wodą (do tej pory na rowerach wodnych), dlaczego by nie spróbować swoich sił jako sternik motorowodny?
Wybór padł właśnie na „motorowodniaka”, gdyż z tego co się zorientowałem, szkolenia i egzaminy na ten patent odbywają się zaledwie kilkanaście kilometrów od miejsca mojego zamieszkania. A zatem… zgłosiłem się! W swoim życiu miałem tylko jedną równie spontaniczną decyzję, ale o tym może innym razem. Od kilku dni bardzo intensywnie przygotowuję się do egzaminu na patent sternika motorowodnego. Przyswajam wszystkie przepisy, uczę się zasad obowiązujących na pokładzie, a także nabywam niezwykle cenną wiedzę, jaką są wszelkie zależności, mechanizmy i procedury zachodzące na wodzie.
Mój ulubiony przepis na wodzie
Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale przepisy żeglarskie są bardziej życiowe niż może się tak naprawdę wydawać. Weźmy na przykład pierwszeństwo na morzu. W myśl prawa drogi, jeśli kajak spotka się z motorówką lub skuterem, pierwszeństwo w takim przypadku ma kajak. Może się to wydawać nieintuicyjne, no bo jak to? Skuter wodny doda gazu i uniknie zderzenia. Dlaczego więc ma ustępować jakiemuś kajakowi? Trzeba jednak wiedzieć, że zasadą dobrego życia na wodzie jest unikanie wytwarzania fali, a nagłe przyspieszenie skutera mogłoby zagrozić kajakowi.
Zasadę tę można przenieść niemalże 1:1 do życia codziennego każdego z nas. Po pierwsze – nie powinno się patrzeć tylko na siebie, warto zauważać ludzi wokół nas, dla których nasze nieprzemyślane decyzje mogą nieść bardzo nieprzyjemne i niepożądane konsekwencje. Po drugie – jeśli Twoja pozycja jest uprzywilejowana, jeśli czujesz się silniejszy, odpuść! Jeśli masz więcej sił i możesz więcej, odpuść, daj szansę słabszemu. To jedna z reguł, która zdecydowanie najbardziej podoba mi się na wodzie, ponieważ uczy wypracowywania odpowiednich wartości.
Czego uczy woda?
Jeszcze nie jestem sternikiem, a co za tym idzie, moje doświadczenie na wodzie jest znikome. 4 godziny pływania nauczyły mnie jednak już wielu zależności i kilku kluczowych aspektów, jakie woda potrafi bardzo szybko wyegzekwować, gdyż ich nieprzestrzeganie lub zapomnienie o nich może być fatalne w skutkach.
- Planowanie – Jachty motorowodne zostały stworzone przede wszystkim do płynięcia w ślizgu. Polega ono na stopniowym zwiększaniu prędkości aż do momentu, gdy przestaniemy płynąć wypornościowo oraz gdy opory wody spadną do minimum. W ślizgu pływa się szybko, co oznacza, że pozostaje bardzo mało czasu na podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Bardzo ważną zasadą jest to, że przed rozpoczęciem przyspieszania należy zawczasu zaplanować całą trasę i kurs. Pod uwagę należy wziąć między innymi odległość od brzegu, inne statki oraz różnego rodzaju zagrożenia na wodzie. Jeśli odpowiednio wcześnie nie zaplanujemy trasy ślizgu, może być on przeprowadzony w sposób zagrażający innym osobom znajdującym się na wodzie, a tego należy unikać.
- Obserwacje – Inną rzeczą, jaką uczy morze są dokładne obserwacje. W ruchu miejskim jesteśmy przyzwyczajeni do sytuacji, gdy wiemy, z której strony może się do nas zbliżyć zagrożenie. Jesteśmy przyzwyczajeni do drogi, po której się poruszamy oraz do pasów ruchu chroniących przed kolizjami. Na wodzie tego nie ma, dlatego tak istotne jest, aby być przez cały czas skoncentrowanym i czujnym, gdyż zagrożenie może się zbliżyć z każdej możliwej strony.
- Pasażerowie są częścią załogi – Znajdując się na jachcie jako pasażer należy być przygotowanym, że zdarzą się momenty, gdy sternik będzie nas o coś prosił. Podanie nawigacji, wciągnięcie odbojników na pokład czy też rozwiązanie liny rufowej i dziobowej – to tylko niektóre momenty, w których pomoc pasażerów (załogi) jest niezbędna. Znajdując się na jachcie trzeba być gotowym do pracy, ponieważ to co możliwe, sternik wykona sam, jednak do niektórych zadań potrzebna jest pomoc. Tylko wówczas wszelkie procedury zostaną wykonane w sposób poprawny i bezpieczny. Nie od dziś bowiem wiadomo, że praca na statku na statku będzie zawsze.
- Dobra komunikacja z załogą – Pływając po jeziorze czy morzu kluczowa jest odpowiednia komunikacja sternika z całą załogą. Nie chodzi tutaj o „klepanie” formułek zrozumiałych tylko dla osób, które przeszły odpowiednie szkolenia, ale o informowanie osób znajdujących się na pokładzie o tym, co się aktualnie dzieje, jakie manewry są wykonywane itp. Odchodząc od pomostu należy upewnić się czy cumy zostały zdjęte oraz czy wszystkie osoby znajdują się na pokładzie. Informujemy pasażerów, że odchodzimy od pomostu. Rozpoczynając płynięcie w ślizgu należy poinformować załogę o rozpoczęciu przyspieszania, gdyż muszą być oni przygotowani na taki manewr. Zbliżając się do boi w celu przycumowania również należy powiadomić jaki manewr jest wykonywany. Dobrze jest wyznaczyć jedną osobę odpowiedzialną za wyciągnięcie boi z wody, gdy tylko do niej dopłyniemy. Ważna jest odpowiednia komunikacja, by załoga wiedziała, co się dokładnie dzieje, czego się spodziewać i ewentualnie, jakie kroki powinna podjąć. Pływanie bardzo mocno uczy konkretnego i jasnego komunikowania się z pasażerami.
- Każda wiedza kiedyś się przyda – Pamiętam jak dziś, gdy będąc w technikum nie mogłem pojąć, po co na lekcji geografii uczymy się chmur – ich nazw, charakterystyki oraz wysokości, na jakiej się znajdują. Dziś wiem, że bez tej wiedzy nie ma mowy o wypłynięciu w morze czy nawet na większe jezioro. Jest to zapewne dobra rada dla wielu z Was – nawet jeśli dziś wydaje Ci się, że coś w życiu jest totalnie bezużyteczne i nie wiesz po co się tego uczyć – poczekaj. Jest spora szansa, że jednak kiedyś ta wiedza zaprocentuje i ja jestem tego najlepszym przykładem: )
- Porządek – Jacht motorowodny, podobnie jak żaglowy, to miejsce, gdzie powinien panować absolutny porządek. Nie może przecież dojść do sytuacji, gdy potykając się o leżący bidon z wodą wypadamy za burtę. Porządek na pokładzie jest kluczowy i im szybciej się nauczymy o niego dbać, tym lepiej.
- Dokładność – Pływanie bardzo mocno uczy dokładności. Dzieje się to przede wszystkim za przyczyną nauki węzłów. Bez umiejętności wiązania lin pływanie jest praktycznie niemożliwe. Nie będziemy wówczas w stanie przycumować jachtu, złączyć dwóch lin czy też stworzyć niezwykle istotnego węzła ratunkowego. Długa i monotonna nauka węzłów uczy nie tylko cierpliwości (o tym w następnym punkcie), ale przede wszystkim dokładności. Lina nie może być tak po prostu zawiązana i mniej więcej się trzymać. Na wodzie istnieją naprężenia, lina cały czas pracuje, dlatego jeśli węzeł knagowy (cumowniczy) będzie wykonany niedokładnie, może się okazać, że po kilku godzinach jacht odpłynie od pomostu, gdyż został niewłaściwie zabezpieczony. Węzły bardzo mocno uczą dbałości o szczegóły.
- Cierpliwość – Pływanie po wodzie to przede wszystkim rekreacja, jednak mogą się zdarzyć bardzo stresujące sytuacje. W momencie gdy człowiek wypada za burtę pierwsze co chcemy zrobić to jak najszybciej zawrócić i go wyciągnąć. Tak się jednak nie robi! Działając zbyt pochopnie i zbyt szybko, można popełnić wiele błędów, przez co akcja ratunkowa będzie nieefektywna i niebezpieczna. Pływanie to działanie skuteczne, a nie szybkie – o tym warto pamiętać. Co z tego, że szybko zawrócimy i podpłyniemy do topiącego się, skoro wytworzyliśmy tak dużą falę, że osoba jest już dobrych kilkanaście metrów od nas. Z drugiej strony, co z tego, że działaliśmy szybko, skoro znaleźliśmy się 5 metrów od człowieka i trzeba powtórzyć podejście. Nawet w tych trudnych i stresujących sytuacjach nie można działać szybko – trzeba działać skutecznie, zgodnie z planem i wszelkimi procedurami. Płynąc powoli mamy więcej czasu na kontrolowanie kursu i wykonywanie ewentualnych korekt, co w przeciwnym wypadku byłoby niemożliwe.

Kurs na patent sternika motorowodnego nauczył mnie już wielu wartości oraz wielu umiejętności, które staram się przekładać na życie codzienne, a jestem pewien, że mnóstwo nauki jeszcze przede mną. W planach mam rozpoczęcie kursu na żeglarza jachtowego, co jest zdecydowanie bardziej wymagające. Doskonałe wrażenia z kursu na sternika motorowodnego sprawiły jednak, że chcę się w tym kierunku rozwijać, ponieważ bardzo lubię zdobywać nowe, przydatne umiejętności podczas miło spędzonego czasu.
©Jakub Brandt 2021