Jakub Brandt
27 Apr
27Apr

Wszystko zaczęło się od pew­nego zle­ce­nia copyw­ri­ter­skiego. Moim zada­niem było stwo­rze­nie tek­stu o tema­tyce jach­tów. Przy­go­to­wu­jąc się do napi­sa­nia arty­kułu dla bloga żeglar­skiego byłem zmu­szony do zapo­zna­nia się z pod­sta­wo­wymi prze­pi­sami obo­wią­zu­ją­cymi na morzu. Z cza­sem wsze­dłem w ten temat jesz­cze głę­biej, aż w końcu poja­wiła się myśl… skoro tak dobrze pozna­łem zasady ruchu na wodzie, znam budowę jachtu i wszel­kie ozna­cze­nia, jestem w miarę ogar­nięty pod wzglę­dem tech­niki i moto­ry­za­cji, a poza tym lubię spę­dzać czas nad wodą (do tej pory na rowe­rach wod­nych), dla­czego by nie spró­bo­wać swo­ich sił jako ster­nik moto­ro­wodny?

Wybór padł wła­śnie na „moto­ro­wod­niaka”, gdyż z tego co się zorien­to­wa­łem, szko­le­nia i egza­miny na ten patent odby­wają się zale­d­wie kil­ka­na­ście kilo­me­trów od miej­sca mojego zamiesz­ka­nia. A zatem… zgło­si­łem się! W swoim życiu mia­łem tylko jedną rów­nie spon­ta­niczną decy­zję, ale o tym może innym razem. Od kilku dni bar­dzo inten­syw­nie przy­go­to­wuję się do egza­minu na patent ster­nika moto­ro­wod­nego. Przy­swa­jam wszyst­kie prze­pisy, uczę się zasad obo­wią­zu­ją­cych na pokła­dzie, a także naby­wam nie­zwy­kle cenną wie­dzę, jaką są wszel­kie zależ­no­ści, mecha­ni­zmy i pro­ce­dury zacho­dzące na wodzie.

Mój ulubiony przepis na wodzie

Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale prze­pisy żeglar­skie są bar­dziej życiowe niż może się tak naprawdę wyda­wać. Weźmy na przy­kład pierw­szeń­stwo na morzu. W myśl prawa drogi, jeśli kajak spo­tka się z moto­rówką lub sku­te­rem, pierw­szeń­stwo w takim przy­padku ma kajak. Może się to wyda­wać nie­in­tu­icyjne, no bo jak to? Sku­ter wodny doda gazu i unik­nie zde­rze­nia. Dla­czego więc ma ustę­po­wać jakie­muś kaja­kowi? Trzeba jed­nak wie­dzieć, że zasadą dobrego życia na wodzie jest uni­ka­nie wytwa­rza­nia fali, a nagłe przy­spie­sze­nie sku­tera mogłoby zagro­zić kaja­kowi. 

Zasadę tę można prze­nieść nie­malże 1:1 do życia codzien­nego każ­dego z nas. Po pierw­sze – nie powinno się patrzeć tylko na sie­bie, warto zauwa­żać ludzi wokół nas, dla któ­rych nasze nie­prze­my­ślane decy­zje mogą nieść bar­dzo nie­przy­jemne i nie­po­żą­dane kon­se­kwen­cje. Po dru­gie – jeśli Twoja pozy­cja jest uprzy­wi­le­jo­wana, jeśli czu­jesz się sil­niej­szy, odpuść! Jeśli masz wię­cej sił i możesz wię­cej, odpuść, daj szansę słab­szemu. To jedna z reguł, która zde­cy­do­wa­nie najbar­dziej podoba mi się na wodzie, ponie­waż uczy wypra­co­wy­wa­nia odpo­wied­nich war­to­ści. 

Czego uczy woda?

Jesz­cze nie jestem ster­nikiem, a co za tym idzie, moje doświad­cze­nie na wodzie jest zni­kome. 4 godziny pły­wa­nia nauczyły mnie jed­nak już wielu zależ­no­ści i kilku klu­czo­wych aspek­tów, jakie woda potrafi bar­dzo szybko wyeg­ze­kwo­wać, gdyż ich nie­prze­strze­ga­nie lub zapo­mnie­nie o nich może być fatalne w skut­kach. 

  1. Pla­no­wa­nie – Jachty moto­ro­wodne zostały stwo­rzone przede wszyst­kim do pły­nię­cia w śli­zgu. Polega ono na stop­nio­wym zwięk­sza­niu pręd­ko­ści aż do momentu, gdy prze­sta­niemy pły­nąć wypor­no­ściowo oraz gdy opory wody spadną do mini­mum. W śli­zgu pływa się szybko, co ozna­cza, że pozo­staje bar­dzo mało czasu na podej­mo­wa­nie jakich­kol­wiek decy­zji. Bar­dzo ważną zasadą jest to, że przed roz­po­czę­ciem przy­spie­sza­nia należy zawczasu zapla­no­wać całą trasę i kurs. Pod uwagę należy wziąć mię­dzy innymi odle­głość od brzegu, inne statki oraz róż­nego rodzaju zagro­że­nia na wodzie. Jeśli odpo­wied­nio wcze­śnie nie zapla­nu­jemy trasy śli­zgu, może być on prze­pro­wa­dzony w spo­sób zagra­ża­jący innym oso­bom znaj­du­ją­cym się na wodzie, a tego należy uni­kać. 
  1. Obser­wa­cje – Inną rze­czą, jaką uczy morze są dokładne obser­wa­cje. W ruchu miej­skim jeste­śmy przy­zwy­cza­jeni do sytu­acji, gdy wiemy, z któ­rej strony może się do nas zbli­żyć zagro­że­nie. Jeste­śmy przy­zwy­cza­jeni do drogi, po któ­rej się poru­szamy oraz do pasów ruchu chro­nią­cych przed koli­zjami. Na wodzie tego nie ma, dla­tego tak istotne jest, aby być przez cały czas skon­cen­tro­wa­nym i czuj­nym, gdyż zagro­że­nie może się zbli­żyć z każ­dej moż­li­wej strony. 
  1. Pasa­że­ro­wie są czę­ścią załogi – Znaj­du­jąc się na jach­cie jako pasa­żer należy być przy­go­to­wa­nym, że zda­rzą się momenty, gdy ster­nik będzie nas o coś pro­sił. Poda­nie nawi­ga­cji, wcią­gnię­cie odboj­ni­ków na pokład czy też roz­wią­za­nie liny rufo­wej i dzio­bo­wej – to tylko nie­które momenty, w któ­rych pomoc pasa­żerów (załogi) jest nie­zbędna. Znaj­du­jąc się na jach­cie trzeba być goto­wym do pracy, ponie­waż to co moż­liwe, ster­nik wykona sam, jed­nak do niektó­rych zadań potrzebna jest pomoc. Tylko wów­czas wszel­kie pro­ce­dury zostaną wyko­nane w spo­sób poprawny i bez­pieczny. Nie od dziś bowiem wia­domo, że praca na statku na statku będzie zawsze. 
  1. Dobra komu­ni­ka­cja z załogą – Pły­wa­jąc po jezio­rze czy morzu klu­czowa jest odpo­wied­nia komu­ni­ka­cja ster­nika z całą załogą. Nie cho­dzi tutaj o „kle­pa­nie” for­mu­łek zro­zu­mia­łych tylko dla osób, które prze­szły odpo­wied­nie szko­le­nia, ale o infor­mo­wa­nie osób znaj­du­jących się na pokła­dzie o tym, co się aktu­al­nie dzieje, jakie manewry są wyko­ny­wane itp. Odcho­dząc od pomo­stu należy upew­nić się czy cumy zostały zdjęte oraz czy wszyst­kie osoby znaj­dują się na pokła­dzie. Infor­mu­jemy pasa­żerów, że odcho­dzimy od pomo­stu. Roz­po­czy­na­jąc pły­nię­cie w śli­zgu należy poin­for­mo­wać załogę o roz­po­czę­ciu przy­spie­sza­nia, gdyż muszą być oni przy­go­to­wani na taki manewr. Zbli­ża­jąc się do boi w celu przy­cu­mo­wa­nia rów­nież należy powia­do­mić jaki manewr jest wyko­ny­wany. Dobrze jest wyzna­czyć jedną osobę odpo­wie­dzialną za wycią­gnię­cie boi z wody, gdy tylko do niej dopły­niemy. Ważna jest odpo­wied­nia komu­ni­ka­cja, by załoga wie­działa, co się dokład­nie dzieje, czego się spo­dzie­wać i ewen­tu­al­nie, jakie kroki powinna pod­jąć. Pły­wa­nie bar­dzo mocno uczy kon­kret­nego i jasnego komu­ni­ko­wa­nia się z pasa­żerami. 
  1. Każda wie­dza kie­dyś się przyda – Pamię­tam jak dziś, gdy będąc w tech­ni­kum nie mogłem pojąć, po co na lek­cji geo­gra­fii uczymy się chmur – ich nazw, cha­rak­te­ry­styki oraz wyso­ko­ści, na jakiej się znaj­dują. Dziś wiem, że bez tej wie­dzy nie ma mowy o wypły­nię­ciu w morze czy nawet na więk­sze jezioro. Jest to zapewne dobra rada dla wielu z Was – nawet jeśli dziś wydaje Ci się, że coś w życiu jest total­nie bez­u­ży­teczne i nie wiesz po co się tego uczyć – pocze­kaj. Jest spora szansa, że jed­nak kie­dyś ta wie­dza zapro­cen­tuje i ja jestem tego naj­lep­szym przy­kładem: ) 
  1. Porzą­dek – Jacht moto­ro­wodny, podob­nie jak żaglowy, to miej­sce, gdzie powi­nien pano­wać abso­lutny porzą­dek. Nie może prze­cież dojść do sytu­acji, gdy poty­ka­jąc się o leżący bidon z wodą wypa­damy za burtę. Porzą­dek na pokła­dzie jest klu­czowy i im szyb­ciej się nauczymy o niego dbać, tym lepiej. 
  1. Dokład­ność – Pły­wa­nie bar­dzo mocno uczy dokład­no­ści. Dzieje się to przede wszyst­kim za przy­czyną nauki węzłów. Bez umie­jęt­no­ści wią­za­nia lin pły­wa­nie jest prak­tycz­nie niemoż­liwe. Nie będziemy wów­czas w sta­nie przy­cu­mo­wać jachtu, złą­czyć dwóch lin czy też stwo­rzyć nie­zwy­kle istot­nego węzła ratun­ko­wego. Długa i mono­tonna nauka węzłów uczy nie tylko cier­pli­wo­ści (o tym w następ­nym punk­cie), ale przede wszyst­kim dokład­no­ści. Lina nie może być tak po pro­stu zawią­zana i mniej wię­cej się trzy­mać. Na wodzie ist­nieją naprę­że­nia, lina cały czas pra­cuje, dla­tego jeśli węzeł kna­gowy (cumow­ni­czy) będzie wyko­nany niedokład­nie, może się oka­zać, że po kilku godzi­nach jacht odpły­nie od pomo­stu, gdyż został nie­wła­ści­wie zabez­pie­czony. Węzły bar­dzo mocno uczą dba­ło­ści o szcze­góły. 
  1. Cier­pli­wość – Pły­wa­nie po wodzie to przede wszyst­kim rekre­acja, jed­nak mogą się zda­rzyć bar­dzo stre­su­jące sytu­acje. W momen­cie gdy czło­wiek wypada za burtę pierw­sze co chcemy zro­bić to jak najszyb­ciej zawró­cić i go wycią­gnąć. Tak się jed­nak nie robi! Dzia­ła­jąc zbyt pochop­nie i zbyt szybko, można popeł­nić wiele błę­dów, przez co akcja ratun­kowa będzie nie­efek­tywna i nie­bez­pieczna. Pły­wa­nie to dzia­ła­nie sku­teczne, a nie szyb­kie – o tym warto pamię­tać. Co z tego, że szybko zawró­cimy i podpły­niemy do topią­cego się, skoro wytwo­rzy­li­śmy tak dużą falę, że osoba jest już dobrych kil­ka­na­ście metrów od nas. Z dru­giej strony, co z tego, że dzia­ła­li­śmy szybko, skoro zna­leź­li­śmy się 5 metrów od czło­wieka i trzeba powtó­rzyć podej­ście. Nawet w tych trud­nych i stre­su­ją­cych sytu­acjach nie można dzia­łać szybko – trzeba dzia­łać sku­tecz­nie, zgod­nie z pla­nem i wszel­kimi pro­ce­du­rami. Pły­nąc powoli mamy wię­cej czasu na kon­tro­lo­wa­nie kursu i wyko­ny­wa­nie ewen­tu­al­nych korekt, co w prze­ciw­nym wypadku byłoby niemoż­liwe. 

Kurs na patent ster­nika moto­ro­wod­nego nauczył mnie już wielu war­to­ści oraz wielu umie­jęt­no­ści, które sta­ram się prze­kła­dać na życie codzienne, a jestem pewien, że mnó­stwo nauki jesz­cze przede mną. W pla­nach mam roz­po­czę­cie kursu na żegla­rza jach­to­wego, co jest zde­cy­do­wa­nie bar­dziej wyma­ga­jące. Dosko­nałe wra­że­nia z kursu na ster­nika moto­ro­wod­nego spra­wiły jed­nak, że chcę się w tym kie­runku roz­wi­jać, ponie­waż bar­dzo lubię zdo­by­wać nowe, przy­datne umie­jęt­no­ści podczas miło spędzonego czasu.

©Jakub Brandt 2021

Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.